Żaba

Pewna pani na Marsałkowskiej kupowała synkę z groskiem w towazystwie swego męża, ponurego draba; wychodzą ze sklepu, pani w sloch, w ksyk i w lament: - Mężu, och, och! popats, popats, jaka strasna żaba! Mąż był wyzsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze i mówi: - Zecywiście coś skace po trotuaze! cy to żaba, cy tez nie, w każdym razie ja tym zainteresuję zaraz zadzwonię do Cesława, a Cesław niech zadzwoni do Symona - nie wypada, zęby Warsa-wa była na "takie coś" narażona. Dzwonili, dzwonili i po tsech latach wrescie schwytano żabę koło Nowego świata; a zęby sprawa żaby nie odesła w mglistość, uządzono historyczną urocystość; ustawiono trybuny, spędzono tłumy, "Stselców" i "Federastów" - słowem, całe miasto. Potem na trybunę wesła Wysoka Figura i kiedy odgzmiary wsystkie "hurra", Wysoka Figura zece tak: - Wspólnym wysiłkiem zadu i społeceństwa pozbyliśmy się żabiego bezeceństwa - panowie, do góry głowy i syjel A społeceństwo: - Zecywiście, dobze, ze tę żabę złapaliście, wsyscy pseto zawołajmy: "Niech żyje!"


Konstanty Ildefons Gałczyński

     

up



Strona główna